Praca na budowie

Jak to każdy młody chłopak chciałem mieć swoje pieniądze. Nadeszły wakacje, postanowiłem więc sobie trochę zarobić. Niedaleko mojego domu powstawał właśnie duży biurowiec. Już właściwie był na ukończeniu. Przynajmniej mury, dach i stolarka już były. Pozostało wykończenie podłóg, ścian i inne roboty w budynku. Jako, że znałem kierownika budowy, udało mi się tam znaleźć fuchę. Miałem być takim pomocnikiem do wszystkiego. Chętnie na to przystałem, bo kasa jak dla mnie była niezła. Trafiłem na budowę akurat gdy robiono wylewki maszynowe (litbud.pl/wylewki_maszynowe.html). Szczerze mówiąc przez pół dnia gapiłem się jak to robią. Później mnie przegonili i kazali robić coś konkretnego. A ja chciałem się nauczyć tak robić wylewki. Obiecali tylko, że gdy będą robić tynki maszynowe to mnie zawołają, że bym zobaczył jak się to robi. Do tej pory pomagałem na różnych budowach, ale zawsze te rzeczy wykonywało się ręcznie. Szczególnie ręczne kładzenie tynków trwało strasznie długo. I powodowało, że dokoła wszystko było zapaćkane. A tu? Szybko, czysto i podobno dużo bardziej efektownie. Przynajmniej tak mówili ludzie z tej ekipy. Być może jest to prawda, bo przy takim sposobie nic się nie marnuje, nic nie chlapie. A poza tym robi się to dużo szybciej, więc inwestor nie płaci tyle dniówek. Po takich tynkach, to tylko samo wykończenie i ściana gotowa.